Dzisiaj jest: 17.1.2021, imieniny: Antoniego, Henryki, Mariana

Testy PCR na COVID19 są z naukowego o puntku widzenia bezcelowe

Dodano: 2 miesiące temu Czytane: 121 Autor:
Redakcja poleca!

Cała prawda o testach PCR na COVID-19.

Testy PCR na COVID19 są z naukowego o puntku widzenia bezcelowe

Chociaż cały świat polega na testach RT-PCR w celu „zdiagnozowania” zakażenia Sars-Cov-2, nauka mówi wprost: nie nadają się one do tego celu.

Kwarantanny i przepisy sanitarne na całym świecie opierają się na liczbie przypadków i współczynnikach śmiertelności, stworzonych przez tak zwane testy SARS-CoV-2 RT-PCR, stosowane do identyfikacji pacjentów „pozytywnych”, przy czym „pozytywny” jest zwykle utożsamiany z „zakażonym”. Jednak po dokładnym przyjrzeniu się faktom, można wyciągnąć wniosek, że te testy PCR są bez znaczenia jako narzędzie diagnostyczne do określenia domniemanej infekcji rzekomo nowym wirusem o nazwie SARS-CoV-2.

„TEST, TEST, TEST,…” – NIEUZASADNIONA MANTRA
Podczas prasowego briefingu na temat COVID-19, 16 marca 2020 r. Dyrektor generalny WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus powiedział:

Mamy prostą wiadomość dla wszystkich krajów: test, test, test ”.

Wiadomość została rozpowszechniona w nagłówkach gazet na całym świecie, na przykład przez Reuters i BBC. Jeszcze 3 maja redaktor programu Heute, jednego z najważniejszych magazynów informacyjnych w niemieckiej telewizji, przekazał swoim widom mantrę koronawirusowego dogmatu z upomnieniem:

Test, test, test – takie jest obecnie credo i to jedyny sposób, aby naprawdę zrozumieć, jak bardzo rozprzestrzenia się koronawirus ”.

Wskazuje to na to, że wiara w trafność testów PCR jest tak silna, że ​​równa się religii, która praktycznie nie toleruje sprzeczności. Ale powszechnie wiadomo, że w religiach chodzi o wiarę, a nie o fakty naukowe. I jak powiedział Walter Lippmann, dwukrotny zdobywca nagrody Pulitzera i być może najbardziej wpływowy dziennikarz XX wieku: „Gdzie wszyscy myślą podobnie, nikt nie myśli za dużo”.

Tak więc na początek jest bardzo niezwykłe, że sam Kary Mullis, wynalazca technologii reakcji łańcuchowej polimerazy (PCR), nie myślał podobnie. Jego wynalazek przyniósł mu w 1993 roku nagrodę Nobla w dziedzinie chemii. Niestety, Mullis zmarł w zeszłym roku w wieku 74 lat, ale nie ma wątpliwości, że biochemik uznał PCR za niewłaściwą metodę do wykrycia infekcji wirusowej. Powodem jest to, że zamierzonym zastosowaniem PCR było i nadal jest, zastosowanie jej jako techniki reprodukcyjnej, zdolnej do replikacji sekwencji DNA milionów i miliardów razy, a nie jako narzędzia diagnostycznego do wykrywania wirusów.

O tym jak ogłaszanie pandemii wirusa na podstawie testów PCR może zakończyć się katastrofą, opisała Gina Kolata w swoim artykule w New York Times z 2007 roku Wiara w szybki test prowadzi do epidemii, której nie było.

BRAK OBOWIĄZUJĄCEGO ZŁOTEGO STANDARDU

Co więcej, warto wspomnieć, że testy PCR stosowane do identyfikacji tzw. pacjentów z COVID-19, przypuszczalnie zakażonych tak zwanym SARS-CoV-2, nie mają obowiązującego złotego standardu z którym można by je porównać. To jest to fundamentalna kwestia. Testy należy oszacować, aby określić ich dokładność – a dokładnie mówiąc ich „czułość” [1] i „specyficzność” – poprzez porównanie ze „złotym standardem”, czyli najdokładniejszą dostępną metodą. Na przykład w przypadku testu ciążowego, złotym standardem byłaby sama ciąża. Ale jak na przykład australijski specjalista od chorób zakaźnych Sanjaya Senanayake stwierdził w wywiadzie dla ABC TV w odpowiedzi na pytanie „Jak dokładne są testy [COVID-19]?”:

Gdybyśmy mieli nowy test na wychwytywanie [bakterii] gronkowca złocistego we krwi, to już posiadamy padanie posiewu krwi. To jest nasz złoty standard, którego używamy od dziesięcioleci, i moglibyśmy porównać ten nowy test z tym. Ale w przypadku COVID-19 nie mamy takiego złotego standardu, którego można by użyć w przypadku testu ”.

Potwierdza to Jessica C. Watson z Bristol University. W swoim artykule „Interpretacja rezultatów testu na Covid-19”, opublikowanym niedawno w The British Medical Journal, pisze, że „brakuje tak wyraźnego„ złotego standardu dla ”testów na COVID-19”. Jednak zamiast klasyfikować testy jako nieodpowiednie do wykrywania SARS-CoV-2 i COVID-19 lub zamiast wskazywać, że jedynie wirus uzyskany poprzez jego izolację i oczyszczanie, może być solidnym złotym standardem, Watson twierdzi z całą powagą, że „pragmatycznie” sama diagnoza COVID-19, szczególnie obejmująca samo badanie PCR, „może być najlepszym dostępnym złotym standardem”. Ale to nie jest uzasadnione naukowo.

Pomijając fakt, że przyjęcie samego testu PCR jako elementu złotego standardu oceny testu PCR jest wręcz absurdalne, nie ma żadnych charakterystycznych, typowych objawów dla COVID-19. Rację przyznają nam nawet ludzie tacy jak Thomas Löscher, były szef Katedry Zakażeń i Medycyny Tropikalnej Uniwersytetu w Monachium i członek Federalnego Stowarzyszenia Internistów Niemieckich [2]. A jeśli nie ma charakterystycznych, typowych objawów COVID-19, diagnoza COVID-19 – w przeciwieństwie do stwierdzenia Watsona – nie może służyć jako ważny złoty standard. Ponadto „eksperci”, tacy jak Watson, przeoczają fakt, że jedynie izolacja wirusa, czyli jednoznaczny dowód na istnienie wirusa, może być złotym standardem.

Dlatego zapytałem Watsona, w jaki sposób diagnoza COVID-19 „może być najlepszym dostępnym złotym standardem”, jeśli nie ma charakterystycznych, specyficznych objawów dla COVID-19, a także, czy sam wirus, czyli izolacja wirusa, nie byłby najlepszy dostępnym / możliwym złotym standardem. Ale jak dotychczas, nie odpowiedziała na te pytania, pomimo wielu próśb. Nie odpowiedział również, na nasz wpis, który natychmiast umieściliśmy w odpowiedzi na jej artykuł, w którym poruszamy dokładnie te same kwestie, chociaż napisała do nas 2 czerwca: „Postaram się wysłać odpowiedź najpóźniej w tym tygodniu, kiedy tylko będę miała okazję. ”

BRAK DOWODU NA WIRUSOWE POCHODZENIE RNA

Teraz pytanie brzmi: co jest wymagane w pierwszej kolejności do izolacji / udowodnienia istnienia wirusa? Musimy wiedzieć, skąd pochodzi RNA, dla którego kalibrowane są testy PCR. Jak podaje podręczniki (np. White / Fenner. Medical Virology, 1986, s. 9), jak również czołowi badacze wirusów, tacy jak Luc Montagnier czy Dominic Dwyer, stwierdza się, że oczyszczanie cząstek – tj. oddzielanie obiektu od wszystkiego innego, co nie jest tym obiektem, jak na przykład laureatka Nagrody Nobla Marie Curie, która oczyściła 100 mg chlorku radu w 1898 r., poprzez ekstrakcję go z ton blendy smołowej – jest niezbędnym warunkiem wstępnym do udowodnienia istnienia wirusa, a tym samym do udowodnienia, że ​​RNA z danej cząstki pochodzi z nowego wirusa.

Powodem tego jest fakt, że test PCR jest niezwykle czuły, co oznacza, że ​​może wykryć nawet najmniejsze fragmenty DNA lub RNA, ale nie może określić, skąd te cząstki pochodzą. Należy to wcześniej ustalić. A ponieważ testy PCR są kalibrowane pod kątem sekwencji genów (w tym przypadku sekwencji RNA, ponieważ uważa się, że SARS-CoV-2 jest wirusem RNA), musimy wiedzieć, że te fragmenty genów są częścią poszukiwanego wirusa. Aby to wiedzieć, należy przeprowadzić prawidłową izolację i oczyszczenie domniemanego wirusa. W związku z tym poprosiliśmy zespoły naukowe , których artykuły naukowe są najczęściej przytaczane w kontekście SARS-CoV-2, o dowód czy zdjęcia mikroskopowe elektronowe przedstawione w ich eksperymentach in vitro pokazują oczyszczone wirusy.

Żaden z tych zespołów nie mógł odpowiedzieć na to pytanie „tak” – i uwaga: nikt nie powiedział, że oczyszczanie nie jest koniecznym krokiem. Otrzymaliśmy tylko odpowiedzi typu „Nie, nie uzyskaliśmy zdjęcia z mikroskopu elektronowego, pokazującego stopień oczyszczenia” (patrz poniżej).

Zapytaliśmy kilku autorów badań „Czy twoje mikrografy elektronowe pokazują oczyszczonego wirusa?”. Udzielili oni następujących odpowiedzi:

Badanie 1: Leo L. M. Poon; Malik Peiris. „Pojawienie się nowego ludzkiego koronawirusa zagrażającego zdrowiu ludzkiemu” Nature Medicine, marzec 2020 Autor odpowiadający: Malik Peiris Data: 12 maja 2020 r Odpowiedź: „Obraz to wirus wyrastający z zainfekowanej komórki. To nie jest oczyszczony wirus ”. 

Badanie 2: Myung-Guk Han i wsp. „Identyfikacja koronawirusa wyizolowanego od pacjenta w Korei za pomocą COVID-19”, Osong Public Health and Research Perspectives, luty 2020 r.
Autor odpowiadający: Myung-Guk Han
Data: 6 maja 2020 r
Odpowiedź: „Nie mogliśmy oszacować stopnia oczyszczenia, ponieważ nie oczyszczamy i nie koncentrujemy wirusa hodowanego w komórkach”.

Badanie 3: Wan Beom Park i wsp. „Izolacja wirusa od pierwszego pacjenta z SARS-CoV-2 w Korei”, Journal of Korean Medical Science, 24 lutego 2020 r.
Autor odpowiadający: Wan Beom Park
Data: 19 marca 2020 r
Odpowiedź: „Nie uzyskaliśmy zdjęcia z mikroskopu elektronowego pokazującego stopień oczyszczenia”.

Badanie 4: Na Zhu et al., „A Novel Coronavirus from Patients with Pneumonia in China”, 2019, New England Journal of Medicine, 20 lutego 2020 r.
Autor odpowiadający: Wenjie Tan
Data: 18 marca 2020 r
Odpowiedź: „[Pokazujemy] obraz osadzonych cząstek wirusa, a nie oczyszczonych”.

Jeśli chodzi o wspomniane prace, jest jasne, że to, co pokazano na mikrografach elektronowych (EM), jest końcowym wynikiem eksperymentu, co oznacza, że ​​nie ma innego wyniku, z którego mogliby zrobić EM. Oznacza to, że jeśli autorzy tych badań przyznają, że ich opublikowane mikrografy EM nie wykazują oczyszczonych cząstek, to na pewno nie posiadają oczyszczonych cząstek uważanych za wirusowe. (W tym kontekście należy zauważyć, że niektórzy badacze używają w swoich pracach terminu „izolacja”, ale opisane w nich procedury nie przedstawiają właściwego procesu izolacji (oczyszczania). W konsekwencji termin „izolacja” jest w tym kontekście nadużywane).

Dlatego autorzy czterech głównych prac z początku 2020r., w których twierdzą, że odkryli nowy koronawirus, przyznają, że nie mieli dowodu na to, że genom wirusa pochodzi z cząstek wirusa lub szczątków komórkowych, czystych lub nieczystych, lub jakichkolwiek innych cząsteczek. Innymi słowy, istnienie RNA SARS-CoV-2 opiera się na wierze, a nie na faktach.

Skontaktowaliśmy się również z dr Charlesem Calisherem, który jest doświadczonym wirusologiem. W 2001 r. Science opublikował „żarliwy apel… do młodszego pokolenia” kilku weteranów wirusologów, w tym Calishera, mówiąc, że:

Metody wykrywania wirusów, takie jak elegancka reakcja łańcuchowa polimerazy […] mówią niewiele lub nic o tym, jak wirus się rozmnaża, jakie zwierzęta go przenoszą, [lub] jak wywołuje choroby u ludzi. To tak, jakby próbować stwierdzić, czy ktoś ma nieświeży oddech, patrząc na jego odcisk palca. ”[3]

Dlatego zapytaliśmy dr Calishera, czy zna chociaż jeden artykuł, w którym SARS-CoV-2 został wyizolowany i ostatecznie naprawdę oczyszczony. Jego odpowiedź:

Nie znam takiej publikacji. Wypatruję choćby jednej. ”[4]

To właściwie oznacza, iż ​​nie można jednoznacznie stwierdzić, że sekwencje genów RNA, które naukowcy pobrali z próbek tkanek przygotowanych we wspomnianych badaniach in vitro i dla których testy PCR są ostatecznie „kalibrowane”, należą do konkretnego wirusa – w tym przypadku SARS-CoV-2.

Ponadto nie ma naukowych dowodów na to, że te sekwencje RNA są przyczyną tak zwanego COVID-19.

W celu ustalenia związku przyczynowego w taki czy inny sposób, tj. poza izolacją i oczyszczeniem wirusa, absolutnie konieczne byłoby przeprowadzenie eksperymentu, który spełnia cztery postulaty Kocha. Jak niedawno ujawnili Amory Devereux i Rosemary Frei dla OffGuardian, taki eksperyment nie istnieje. O konieczności spełnienia tych postulatów w odniesieniu do SARS-CoV-2 świadczy nie tylko to, że podejmowano próby ich spełnienia. Nawet badacze twierdzący, że tego dokonali, w rzeczywistości nie odnieśli sukcesu. Przykładem jest badanie opublikowane w Nature 7 maja. Proces ten, oprócz innych procedur unieważniających badanie, nie spełnił żadnego z wymaganych postulatów.

Na przykład domniemane „zakażone” laboratoryjne myszy nie wykazywały żadnych istotnych objawów klinicznych, które można by jednoznacznie przypisać zapaleniu płuc, a które zgodnie z trzecim postulatem powinno faktycznie wystąpić, gdyby rzeczywiście działał tam niebezpieczny i potencjalnie śmiertelny wirus. Delikatne owłosienie i utrata masy ciała, które chwilowo zaobserwowano u zwierząt, są znikome, nie tylko dlatego, że mogły być spowodowane samym zabiegiem, ale także dlatego, że waga wróciła do normy. Ponadto żadne zwierzę nie zginęło, z wyjątkiem tych, które zostały zabite w celu przeprowadzenia sekcji zwłok. Nie zapominajmy: te eksperymenty należało przeprowadzić przed opracowaniem testu, co nie miało miejsca.

Co ciekawe, żaden z czołowych niemieckich przedstawicieli oficjalnej teorii o SARS-Cov-2 / COVID-19 czyli Instytut Roberta Kocha (RKI), Alexander S. Kekulé (Uniwersytet w Halle), Hartmut Hengel i Ralf Bartenschlager (Niemieckie Towarzystwo Wirusologiczne), wspomniani Thomas Löscher, Ulrich Dirnagl (Charité Berlin) czy Georg Bornkamm (wirusolog i emerytowany profesor w Helmholtz-Zentrum Monachium) – mogli odpowiedzieć na następujące pytanie, które im przesłałem:

Jeśli cząstki, które mają być wirusem SARS-CoV-2 nie zostały oczyszczone, jak chcesz mieć pewność, że sekwencje genów RNA tych cząstek należą do konkretnego, nowego wirusa?

W szczególności, jeśli istnieją badania wykazujące, że substancje, takie jak antybiotyki, które są dodawane do probówek w eksperymentach in vitro przeprowadzanych w celu wykrycia wirusa, mogą „stresować” hodowlę komórkową w taki sposób, że powstają nowe sekwencje genów, które wcześniej nie były wykrywalne – aspekt, na który laureatka nagrody Nobla Barbara McClintock, zwróciła uwagę już w swoim Noblowskim wykładzie w 1983 roku.

Nie można nie wspomnieć, że w końcu dotarliśmy do szpitala Charité – pracodawcy Christiana Drostena, najbardziej wpływowego niemieckiego wirusologa w zakresie COVID-19, doradcy rządu niemieckiego i współtwórcy testu PCR, który jako pierwszy został „zaakceptowany” (niezatwierdzony!) przez WHO na całym świecie – aby odpowiedzieć na pytania na ten temat. Ale odpowiedzi otrzymaliśmy dopiero 18 czerwca 2020 r., po miesiącach oczekiwania na odpowiedź. Ostatecznie udało nam się to osiągnąć tylko dzięki pomocy berlińskiej prawniczki Viviane Fischer. W odniesieniu do naszego pytania „Czy szpital Charité jest pewien, że przeprowadzono odpowiednie oczyszczanie cząstek?”, Charité przyznaje, że nie użyli oczyszczonych cząstek.

I chociaż twierdzą, że „wirusolodzy z Charité są pewni, że przeprowadzają testy na obecność wirusa”, w swoim artykule (Corman et al.) stwierdzają:

RNA wyekstrahowano z próbek klinicznych za pomocą systemu MagNA Pure 96 (Roche, Penzberg, Niemcy) oraz z supernatantów z hodowli komórkowych za pomocą mini zestawu wirusowego RNA (QIAGEN, Hilden, Niemcy) ”,

Co oznacza, że ​​po prostu założyli, że RNA jest wirusowe.

Nawiasem mówiąc, Corman i wspomniany artykuł opublikowany 23 stycznia 2020 r. nawet nie przeszedł przez właściwy proces recenzji, a opisanym w nim procedurom nie towarzyszyły kontrole, pomimo, iż tylko dzięki tym dwóm rzeczom praca naukowa staje się naprawdę solidna.

NIERACJONALNE WYNIKI TESTÓW

Pewne jest również, że nie możemy poznać odsetka fałszywie dodatnich wyników testów PCR bez szeroko zakrojonych testów osób, które z pewnością nie mają wirusa, co byłoby potwierdzone metodą niezależną od testu PCR, czyli taką, która posiada solidny złoty standard. Dlatego trudno się dziwić, że istnieje kilka artykułów ilustrujących nieracjonalne wyniki testów. Na przykład już w lutym wydział ds. zdrowia w chińskiej prowincji Guangdong poinformował, że ludzie w pełni wyzdrowieli z choroby, za którą obwiniano COVID-19, początkowo stwierdzono testy „negatywne”, a kolejne oznaczały się „pozytywne”. Miesiąc później artykuł opublikowany w Journal of Medical Virology wykazał, że 29 z 610 pacjentów w szpitalu w Wuhan miało od 3 do 6 wyników testów, które zmieniały się między „negatywnymi”, „pozytywnymi” i „wątpliwymi”. Trzecim przykładem jest badanie z Singapuru, w którym testy były przeprowadzane prawie codziennie na 18 pacjentach, a większość z nich przeszła od „pozytywnego” do „negatywnego”, z powrotem do „pozytywnego” co najmniej raz i do pięciu razy u jednego pacjenta.

Nawet Wang Chen, prezes Chińskiej Akademii Nauk Medycznych, przyznał w lutym, że testy PCR są „dokładne tylko od 30 do 50 procent”; podczas gdy Sin Hang Lee z Milford Molecular Diagnostics Laboratory, wysłał list do zespołu WHO ds. koronawirusa oraz do Anthony’ego S. Fauci 22 marca 2020 r., pisząc iż:

W mediach społecznościowych szeroko opisywano, że zestawy testów RT-qPCR [Reverse Transcriptase quantitative PCR] stosowane do wykrywania RNA SARSCoV-2 w ludzkich próbkach, generują wiele wyników fałszywie dodatnich i nie są wystarczająco czułe, aby wykryć niektóre prawdziwie pozytywne przypadki. ”

Innymi słowy, nawet jeśli teoretycznie założymy, że te testy PCR mogą rzeczywiście wykryć infekcję wirusową, testy są praktycznie bezwartościowe i wywołują nieuzasadniony strach wśród osób „pozytywnych”. Staje się to również oczywiste, biorąc pod uwagę dodatnią wartość predykcyjną (PPV).

PPV wskazuje na prawdopodobieństwo, że osoba z pozytywnym wynikiem testu jest rzeczywiście „pozytywna” (tj. ma rzekomego wirusa) i zależy od dwóch czynników: częstości występowania wirusa w populacji ogólnej oraz specyfiki testu, czyli odsetek osób bez choroby, u których test jest poprawnie „negatywny” (test o dokładności 95%, daje wynik pozytywny u 5 na 100 osób niezainfekowanych). Przy tej samej dokładności, im wyższa częstość występowania wirusa w populacji ogólnej, tym wyższy PPV.

W tym kontekście, 12 czerwca 2020 r. w czasopiśmie Deutsches Ärzteblatt opublikowano artykuł, w którym obliczono PPV przy trzech różnych scenariuszach rozpowszechnienia. Na wyniki trzeba oczywiście spojrzeć bardzo krytycznie, po pierwsze, ponieważ nie jest możliwe wyliczenie specyficzności bez solidnego złotego standardu, jak wskazano powyżej, a po drugie, ponieważ obliczenia w artykule opierają się na specyficzności określonej w badaniu Jessici Watson, które jest potencjalnie bezwartościowe, o czym również wspomniano.

Ale abstrahując od powyższego i zakładając, że podstawowa swoistość 95% jest poprawna i że znamy częstość występowania, nawet główne czasopismo medyczne Deutsches Ärzteblatt donosi, że tak zwane testy SARS-CoV-2 RT-PCR mogą mieć „szokująco niski” współczynnik PPV. W jednym z trzech scenariuszy, zakładającym częstość występowania na poziomie 3%, PPV wyniosło tylko 30%, co oznacza, że ​​70% osób, które uzyskały wynik „pozytywny”, wcale nie jest „pozytywnych”. Jednak „przepisano im kwarantannę”, jak krytycznie zauważa nawet Deutsches Ärzteblatt. W drugim scenariuszu artykułu w czasopiśmie zakłada się, że rozpowszechnienie wynosi 20%. W tym przypadku generują one PPV na poziomie 78 procent, co oznacza, że ​​22 procent „pozytywnych” testów to fałszywie „pozytywne” testy.

To by oznaczało: jeśli weźmiemy pod uwagę około 9 milionów ludzi, którzy są obecnie uważani za „pozytywnych” na całym świecie – zakładając, że prawdziwe „pozytywy” rzeczywiście mają infekcję wirusową – otrzymalibyśmy prawie 2 miliony fałszywie „pozytywnych”. Wszystko to pasuje do faktu, że np. CDC i FDA przyznają w swoich aktach, że tak zwane „testy SARS-CoV-2 RT-PCR” nie nadają się do diagnozy SARS-CoV-2.

Na przykład w pliku „CDC 2019-Novel Coronavirus (2019-nCoV) Real-Time RT-PCR Diagnostic Panel” z 30 marca 2020 r. Jest napisane:

Wykrycie wirusowego RNA, może nie wskazywać na obecność zakaźnego wirusa lub że 2019-nCoV jest przyczyną objawów klinicznych

Oraz:

Ten test nie może wykluczyć chorób wywoływanych przez inne patogeny bakteryjne lub wirusowe ”.

FDA przyznaje, że:

pozytywne wyniki […] nie wykluczają infekcji bakteryjnej lub spółinfekcji z innymi wirusami. Wykryty czynnik może nie być ostateczną przyczyną choroby ”.

Co ciekawe, w instrukcjach obsługi testów PCR można również przeczytać, że nie są one przeznaczone do testów diagnostycznych, jak np. w instrukcjach Altona Diagnostics i Creative Diagnostics [5]. Cytując inną instrukcję o produkcie LightMix Modular Assays wyprodukowanym przez TIB Molbiol – które zostały opracowane przy użyciu protokołu Corman i Spółka, a dystrybuowane przez Roche możemy przeczytać:

Te testy nie są przeznaczone do stosowania jako pomoc w diagnostyce zakażenia koronawirusem ”

I dalej:

Tylko do użytku badawczego. Nie do użytku w procedurach diagnostycznych. ”

GDZIE SĄ DOWODY, ŻE BADANIA MOGĄ MIERZYĆ „NASYCENIE WIRUSEM”?

Istnieje również powód, by wywnioskować, że test PCR firmy Roche i innych nie może nawet wykryć docelowych genów. Co więcej, w opisach produktów testów RT-qPCR dla SARS-COV-2 mówi się, że są to testy „jakościowe”, w przeciwieństwie do tego, że „q” w „qPCR” oznacza „ilościowe”. A jeśli te testy nie są testami „ilościowymi”, nie pokazują, ile cząstek wirusów znajduje się w organizmie. Ma to kluczowe znaczenie, ponieważ aby nawet zacząć mówić o rzeczywistej chorobie w prawdziwym świecie, nie tylko w laboratorium, pacjent musiałby mieć miliony cząsteczek wirusa aktywnie replikujących się w jego ciele.

Oznacza to, że CDC, WHO, FDA lub RKI mogą twierdzić, że testy mogą mierzyć tak zwane „nasycenie wirusem”, tj. liczbę cząstek wirusa w organizmie. „Ale to nigdy nie zostało udowodnione. To ogromny skandal”- podkreśla dziennikarz Jon Rappoport. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że termin „nasycenie wirusem” to oszustwo. Jeśli zadasz na przyjęciu pytanie „co to jest nasycenie wirusem?” ludzie wezmą to za wirusy krążące w krwiobiegu. Są zaskoczeni, gdy dowiadują się, że to tak naprawdę cząsteczki RNA. Ponadto, aby udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że PCR może zmierzyć, jak bardzo dana osoba jest „obciążona” wirusem wywołującym chorobę, należałoby przeprowadzić następujący eksperyment (co jeszcze się nie wydarzyło):

Weź kilkaset a nawet kilka tysięcy osób i pobierz od nich próbki tkanek. Upewnij się, że osoby pobierające próbki nie będą jednocześnie wykonywać testu. Testerzy nigdy nie dowiedzą się, kim są pacjenci i w jakim są stanie. Testerzy przeprowadzają PCR na próbkach tkanek. W każdym przypadku podają, jaki wirus znaleźli i ile go znaleźli. Następnie, na przykład u pacjentów 29, 86, 199, 272 i 293 znaleźli wiele z tego, co według nich jest wirusem. Teraz identyfikujemy tych pacjentów. Wszyscy powinni być chorzy, ponieważ w ich ciałach replikuje się tak dużo wirusa. Ale czy naprawdę są chorzy – czy też tryskają zdrowiem?

Z pomocą wspomnianej prawniczki Viviane Fischer, w końcu udało mi się skłonić szpital Charité do odpowiedzi również na pytanie, czy test opracowany przez Cormana i Spółkę, tzw. „Drosten PCR test”, jest testem ilościowym. Szpital Charité nie był skłonny odpowiedzieć „tak” na to pytanie. Zamiast tego Charité napisał:

Jeśli w grę wchodzi RT-PCR w czasie rzeczywistym, według wiedzy Charité w większości przypadków są one […] ograniczone do wykrywania jakościowego ”.

Ponadto „Drosten PCR test” wykorzystuje niespecyficzny test genów E jako test wstępny, podczas gdy Institut Pasteur stosuje ten sam test, jako test potwierdzający. Według Cormana i Spółki, Test genu E prawdopodobnie wykryje wszystkie azjatyckie wirusy, podczas gdy inne analizy w obu testach mają być bardziej specyficzne dla sekwencji oznaczonych „SARS-CoV-2”. Poza wątpliwym celem posiadania wstępnego albo potwierdzającego testu, który prawdopodobnie wykryje wszystkie azjatyckie wirusy, na początku kwietnia WHO zmieniła algorytm, zalecając, aby odtąd test można uznać za „pozytywny”, nawet jeśli tylko test genu E (który prawdopodobnie wykryje wszystkie wirusy azjatyckie!daje wynik „pozytywny”.

Oznacza to, że potwierdzony niespecyficzny wynik testu jest oficjalnie sprzedawany jako specyficzny. Ta zmiana algorytmu zwiększyła liczbę „przypadków”. Testy wykorzystujące test genu E są produkowane na przykład przez RocheTIB Molbiol i R-Biopharm.

WYSOKIE WARTOŚCI CQ SPRAWIAJĄ, ŻE WYNIKI TESTÓW SĄ JESZCZE BARDZIEJ NIEISTOTNE

Innym istotnym problemem jest to, że wiele testów PCR ma wartość „ilościowego oznaczenia cyklu” (Cq) powyżej 35, a niektóre, w tym „test Drostena PCR”, mają nawet Cq równe 45. Wartość Cq określa, ile cykli replikacji DNA jest wymaganych do wykrycia rzeczywistego sygnału z próbek biologicznych. „Wartości Cq wyższe niż 40 są podejrzane ze względu na implikowaną niską wydajność i generalnie nie powinny być zgłaszane”, jak stwierdzono w wytycznych MIQE. MIQE to skrót od „Minimalna ilość informacji dotyczących publikacji ilościowych eksperymentów PCR w czasie rzeczywistym – ang. Minimum Information for Publication of Quantitative Real-Time PCR Experiments”, zwanego także ilościowym PCR lub qPCR.

Sam wynalazca, Kary Mullis, zgodził się z tym stwierdzeniem:

Jeśli musisz przejść więcej niż 40 cykli, aby amplifikować gen z pojedynczą kopią, coś jest naprawdę nie tak z twoim PCR.

Wytyczne MIQE zostały opracowane pod przewodnictwem Stephena A. Bustina, profesora medycyny molekularnej, światowej sławy eksperta w zakresie ilościowego PCR i autora książki A-Z of Quantitative PCR, która została nazwana „biblią qPCR”. W niedawnym wywiadzie Bustin zwraca uwagę, że „stosowanie takich arbitralnych wartości granicznych Cq nie jest idealne, ponieważ mogą one być albo zbyt niskie (eliminując ważne wyniki), albo zbyt wysokie (zwiększając fałszywie„ pozytywne ”wyniki)”.

https://www.podbean.com/eu/pb-znrvk-d932a7

Według niego, należy dążyć do osiągnięcia Cq w 20-30 cyklach, oraz, że istnieją obawy co do wiarygodności wyników dla dowolnego Cq powyżej 35 cykli. Jeśli wartość Cq staje się zbyt wysoka, trudno jest odróżnić sygnał rzeczywisty od tła, na przykład z powodu reakcji starterów i sond fluorescencyjnych, a zatem istnieje większe prawdopodobieństwo fałszywie pozytywnych wyników. Ponadto, wśród innych czynników, które mogą zmienić wynik, przed rozpoczęciem właściwego PCR, w przypadku poszukiwania domniemanych wirusów RNA, takich jak SARS-CoV-2, RNA musi zostać przekształcone w komplementarne DNA (cDNA) za pomocą enzymu Reverse Transcriptase (pol. Odwróconej Transkryptazy) – stąd „RT” na początku „PCR” lub „qPCR”. Ale ten proces transformacji jest „powszechnie uznawany za nieefektywny i zmienny”, jak zauważyła Jessica Schwaber z Centrum Komercjalizacji Medycyny Regeneracyjnej w Toronto i jej dwóch kolegów z badań w artykule z 2019 roku.

Stephen A. Bustin przyznaje, że problemy z PCR są porównywalne. Na przykład zwrócił uwagę na problem polegający na tym, że w trakcie procesu konwersji (RNA do cDNA) ilość DNA otrzymanego z tego samego materiału bazowego RNA może się znacznie różnić, nawet dziesięciokrotnie (patrz powyższy wywiad). Biorąc pod uwagę, że sekwencje DNA są podwajane w każdym cyklu, nawet niewielka zmienność zostaje powiększona i może w ten sposób zmienić wynik, unicestwiając wiarygodną wartość informacyjną testu. Jak więc to możliwe, że ci, którzy twierdzą, że testy PCR mają duże znaczenie dla tak zwanej diagnozy COVID-19, są zaślepieni fundamentalnymi niedoskonałościami tych testów, nawet jeśli stają przed pytaniami dotyczącymi ich trafności?

Z pewnością apologeci nowej hipotezy koronawirusa powinni byli poradzić sobie z tymi pytaniami, zanim rzucili testy na rynek i zablokowali w zasadzie cały świat, nie tylko dlatego, że są to pytania, które przychodzą na myśl każdemu, kto ma choćby iskrę naukowego zrozumienia. Stąd nieuchronnie pojawia się myśl, że interesy finansowe i polityczne odgrywają decydującą rolę w tej ignorancji wobec naukowych obowiązków. Przykładowo, WHO ma powiązania finansowe z firmami farmaceutycznymi, jak wykazał British Medical Journal w 2010 roku. A eksperci krytykują, „że notoryczna korupcja i konflikty interesów w WHO trwają, a nawet narastają” od tego czasu. CDC również, biorąc pod uwagę tego dużego gracza, nie jest oczywiście lepsze.

Wreszcie powody i możliwe motywy pozostają niejasne, a wielu zaangażowanych w ten proceder z pewnością działa w dobrej wierze, ale nauka nie pozostawia wątpliwości: liczby generowane przez testy RT-PCR w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwiają przerażania ludzi, którzy zostali zdiagnozowani jako „pozytywni” oraz narzucania ogólnokrajowych kwarantann, które pogrążają niezliczone osoby w biedzie i rozpaczy, a nawet doprowadzają ich do samobójstwa. A wynik „pozytywny” może mieć również poważne konsekwencje dla pacjentów, ponieważ wtedy wszystkie czynniki niewirusowe są wykluczone z diagnozy, a pacjenci są leczeni wysoko toksycznymi lekami i inwazyjnymi intubacjami. Szczególnie w przypadku osób starszych i pacjentów z wcześniejszymi schorzeniami, takie leczenie może być śmiertelne, jak opisano to w artykule „Śmiertelna terapia”.

Bez wątpienia ostateczny wzrost śmiertelności jest spowodowany terapią i kwarantannami, podczas gdy statystyki zgonów „COVID-19” obejmują również pacjentów, którzy zmarli na różne choroby, przedefiniowane jako COVID-19 tylko z powodu „pozytywnego” wyniku testu, którego wartość nie może być już bardziej wątpliwa.

Autorzy: Torsten Engelbrecht oraz Konstantin Demeter

Tłumaczenie MrEnigmatis


[1] Czułość definiuje się jako odsetek pacjentów z chorobą, u których wynik testu jest pozytywny i specyficzność jest zdefiniowana, jako odsetek pacjentów bez choroby, u których wynik testu jest ujemny.

[2] E-mail od prof. Thomasa Löschera z 6 marca 2020 r

[3] Martin Enserink. Wirusologia. Stara gwardia wzywa młodych wirusologów do powrotu do podstaw, Science, 6 lipca 2001, s. 24

[4] E-mail od Charlesa Calishera z 10 maja 2020 r

[5] Creative Diagnostics, zestaw SARS-CoV-2 Coronavirus Multiplex RT-qPCR


Artykuł znajduje się na stronie https://off-guardian.org/2020/06/27/covid19-pcr-tests-are-scientifically-meaningless/

Źródło: http://www.prisonplanet.pl