Dzisiaj jest: 23.2.2020, imieniny: Damiana, Romana, Romany

Mammografia, czyli jak ogłupia się kobiety

Dodano: 3 tygodnie temu Czytane: 370 Autor:
Redakcja poleca!

Od lat wpaja się kobietom o zbawiennym badaniu wykrywania raka piersi u kobiet,za pomocą mammografii. Prawda jest okrutna. Mammografia to reklamowy bełkot i sposób na wyciągnięcie pieniędzy z NFZ itd.

Mammografia, czyli jak ogłupia się kobiety

Nasza redakcja zainteresowała się badaniami mammograficznymi które odbywają się na terenie całej Polski. Nasz reakcyjny kolega zadzwonił do firmy Lux Med która rozsyła pacjentką zaproszenia na w/w badanie,aby firma przesłała na adres e-mail redakcji dokumenty potwierdzające stan techniczny mammografu,okres i datę ostatniego przeglądu technicznego, w szczególności aparatu rentgenowskiego. Na razie Nasz telefon milczy jak zaklęty.
                  Dodatkowo Lux Med zgodnie z obowiązującymi przepisami RODO bez zgody beneficjentek rozsyła w/w zaproszenia-ale otym będzie dodatkowy artykuł.


Dr Jerzy Jaśkowski: Mammografia, czyli jak ogłupia się kobiety
 Jeżeli jakakolwiek reguła statystyczna zaczyna być wykorzystywana do celów regulacyjnych, to natychmiast traci swój sens” – Charles Goodhart
100% społeczeństwa w Polsce posiadło umiejętność czytania i pisania
98% nie wie zupełnie w jakim celu. 
jj

Generalnie nauki dzielimy na  przyrodnicze i humanistyczne. Nauki humanistyczne powinny określać nam cele życia na ziemi, czyli dlaczego mamy znosić trudy i znoje, zamiast pić piwo i oglądać telewizję. Nauki przyrodnicze określają nam metody, jakimi mamy osiągać opracowane cele.


Niestety, od pierwszych reform, jaki nam zafundował zachód za czasów genseka Edwarda Gierka, agenta Kominternu sprzed wojny, w zamian za pożyczki, które rozłożyły Polskę, czy jak kto woli, zniewoliły społeczeństwo przymusem spłaty pożyczek, oprocentowanych na bardzo lichwiarski procent, musieliśmy wdrożyć reformę oświaty, polegającą na likwidacji właśnie nauk humanistycznych. Wiadomo, człowiekowi zakwalifikowanemu od urodzenia do bycia zapleczem siły roboczej dla zachodu niepotrzebne są nauki humanistyczne, czyli ten wyższy poziom wiedzy. Mówił o tym wyraźnie raport  tzw. Klubu Rzymskiego, opracowany na zlecenie CIA w 1970 roku. Przedstawicielem Ludowej Republiki był niejaki Kołakowski, robiący za profesora, a przedtem pracownik sił zwalczających Żołnierzy Wyklętych z bronią w ręku. Chwalił się przecież w telewizji na ten temat.


 Otóż, o ile pojęcia nauk przyrodniczych są zdefiniowane i ścisłe przez cały czas, to pojęcia dotyczące nauk humanistycznych są zmienne i zależą od cywilizacji, do której należy dana grupa ludzi. W historii mieliśmy ponad dwadzieścia cywilizacji, ale do dnia dzisiejszego pozostało pięć. O przynależności do danej cywilizacji zależy stosunek do takich pojęć, jak dobro – zło, brzydota – piękno, itd. Przynależność do cywilizacji określa także nasz stosunek do zagadnienia: być, czy mieć. A z kolei na tym bazuje nasze podejście do świata. Jeżeli wolimy być cywilizacją łacińską, to gromadzenie rzeczy materialnych ma o wiele mniejsze znaczenie, aniżeli w przypadku pojęcia „być”. Z kolei, jeżeli należymy do cywilizacji azjatyckiej, na przykład turańskiej, czy potomków Chazarów, to decyduje pojęcie „mieć”.


Jest to wyraźnie widoczne w Polsce od około 40 lat, także w medycynie. Starsi profesorowie uważali, że jeżeli opracują jakąś metodę leczenia i jest ona skuteczna, to należy ją przekazać jak najszerszemu gronu kolegów. Obecnie, jak można się przekonać, rządzą patenty i granty. Czyli, jeżeli masz pieniądze, to możesz się leczyć, a jak nie masz, to czekasz w kolejce tak długo, aż leczenie będzie niepotrzebne.


Wyraźnie widać takie podejście w tzw. centralnym systemie, gdzie masa osób zamiast zajmować się leczeniem, zajmuje się kierowaniem i usprawnianiem organizacji. Tylko nikt tak naprawdę nie wie, co powinno się organizować, skoro wszystkim rządzą procedury. Nikt też, personalnie, nie może znaleźć autorów tych procedur. Dawniej, w cywilizacji łacińskiej, opracowana metoda musiała być dokładnie opisana. Dopiero po udowodnieniu jej skuteczności przez innych autorów, była wdrażana. Obecnie jakieś rzekome stowarzyszenie wydaje zalecenia, ale brak jakichkolwiek prac, które by potwierdzały skuteczność tych zaleceń.


Na potrzeby bankierów stworzono pojęcie Medycyny Opartej na Dowodach, ale za dowody uważa się publikacje w prasie, całkowicie kontrolowanej przez firmy farmaceutyczne. W POlsce i na świecie monopol ma firma Elesevie, wydająca ponad 2460 tytułów. W Polsce jej przedstawicielem jest wydawnictwo Urban&Partner. Innym wydawnictwem jest Termedia, które kontroluje 33 tytuły. Innymi słowy, przeciętny lekarz nie ma dostępu do prac naukowych, z wyjątkiem publikacji reklamowych.


Jeżeli nie można opracowywać metod leczenia i pomagać chorym, a chce się zarabiać, to tworzy się procedury, które to ułatwiają. Jednym z takich działów jest tak zwane Zdrowie Publiczne. W jaki sposób Zdrowe Publiczne może w sposób łatwy, za pomocą pióra i papieru, zdobywać fundusze, nie bojąc się o niepowodzenia w leceniu? W bardzo prosty sposób, wystarczy wmawiać społeczeństwu, że może uniknąć choroby, poddając się badaniom przesiewowym, lub profilaktycznym.


Badania takie są doskonałym skokiem na kasę powszechnych ubezpieczeń przymusowych, ponieważ nie rodzą żadnych następstw. Jeżeli mam znajomego w NFZ, który, oczywiście po konkursie, przyznaje mi kilkadziesiąt tysięcy na przykład na profilaktykę raka sutka u kobiet, czyli na badania mammograficzne, to dla mnie nie kryje się żadne niebezpieczeństwo, czy rozpoznam dany nowotwór, czy też nie. A czysty zysk do kieszeni za prowadzenie takich badań wpływa. Samo wysłanie zawiadomień może kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych i o tyle jest uszczuplony fundusz NFZ, bez żadnego pożytku dla chorych. Jest to czyste marnowanie pieniędzy podatnika, ale nikt nikogo z tego powodu nie rozlicza.


Czy takie badania mają w ogóle sens ,czy są po prostu okradaniem społeczeństwa z przymusowo ściąganych podatków? Proszę zauważyć, że ośrodki, które wykonują takie badania i biorą społeczne pieniądze, nie przedstawiają żadnych publikacji. Nawet NFZ wstydliwie siedzi cicho i rozliczenia nie pokazuje.


Jest to zresztą powszechne postępowanie, zarówno instytucji państwowych, jak i samorządowych, że ukrywają wyniki prac wykonywanych w ramach tzw. grantów, czyli prac zleconych, a opłacanych z podatku. Wszelkie prace naukowe, analizujące wyniki zbiorcze takich przesiewowych, czy jak kto woli, profilaktycznych badań wskazują, że jest to tylko i wyłącznie skok na kasę.
Poniżej podam po raz kolejny, jak wygląda sprawa procedur i efektów tych badań profilaktycznych, na podstawie analizy wykonywanych badań mammograficznych, rzekomo zapobiegających rakowi piersi. Okazuje się, że badania te nie tylko są fałszywą flagą do wyciągania pieniędzy pod pretekstem ochrony zdrowia, ale powodują rozwój raka piersi u kobiet.


Już badania opublikowane w 2010 roku wykazały, że zmniejszenie śmiertelności z powodu raka piersi u kobiet kształtuje się jak 2.4 osoby na każde  100 000 wykonanych badań, czyli jest zupełnie nieistotne.


Potwierdziły to kolejne analizy badań przesiewowych, opublikowane w  2011 roku w The Lancet Onkology, które wykazały, że kobiety, które wykonują często badania mammograficzne, mają zdecydowanie większe prawdopodobieństwo wystąpienia inwazyjnego raka piersi w okresie 6 lat, niż kobiety z grupy kontrolnej, nie wykonujące tych badań. 


Praca opublikowana w 2015 roku jeszcze bardziej dołuje te panie, które uwierzyły w skuteczność mammografii, masowo reklamowanej przez Ministerstwo Zdrowia, czy Narodowy Fundusz.
 
Źródło: Dr.Jerzy Jaśkowiak
Polecane