Protest okupacyjny górników w korytarzu zarządu Lubelskiego Węgla Bogdanka, na pierwszym planie surowa trumna z napisem „Górnictwo i energetyka” przykryta goździkami i flagami związkowymi, wokół tłum protestujących w kaskach i odblaskowych kamizelkach pod transparentami

Podczas gdy w ogólnokrajowych stacjach telewizyjnych panuje informacyjna cisza, na wschodzie Polski rozpala się potężny konflikt społeczny. W Lubelskim Węglu „Bogdanka” trwa okupacja gmachu zarządu – związkowcy postawili na korytarzu trumnę symbolizującą śmierć branży i grożą zatrzymaniem wydobycia. Dla mieszkańców Dolnego Śląska obrazy te przywołują dramatyczne wspomnienia likwidacji Zagłębia Wałbrzyskiego z lat 90.

Jak informuje lubelski portal śledczy TuLublin.pl, protestujący wyznaczyli rządowi twarde ultimatum do 3 listopada.Jeżeli ministrowie odpowiedzialni za aktywa państwowe i przemysł nie przyjadą na Lubelszczyznę z gwarancjami odbioru węgla i zatrudnienia, kopalnia wejdzie w stan otwartego strajku generalnego.

Dolnośląska lekcja, której Warszawa nie odrobiła

Scenariusz rozgrywający się w Bogdance do złudzenia przypomina mechanizm, który pod koniec ubiegłego stulecia zniszczył gospodarczo Dolny Śląsk. Wówczas kopalnie w Wałbrzychu i Nowej Rudzie likwidowano bez realnego planu przekwalifikowania kadr i bez napływu kapitału zastępczego, pozostawiając region z wieloletnim strukturalnym bezrobociem i zapaścią socjalną.

Różnica polega na tym, że Bogdanka nie jest przestarzałą kopalnią z problemami geologicznymi. To najnowocześniejszy,zautomatyzowany zakład głębinowy w Europie Środkowej, osiągający najwyższą wydajność wydobycia w przeliczeniu na pracownika.

Odwrót od umowy społecznej

Zgodnie z doniesieniami TuLublin.pl, górnicy zarzucają Ministerstwu Przemysłu ciche wycofywanie się z zapisów umowy społecznej gwarantującej pracę do 2049 roku. Forsowany w Warszawie projekt KPEiK zakłada tak drastyczny spadek wykorzystania węgla w polskim miksie energetycznym, że Bogdanka może zostać zduszona ekonomicznie już w perspektywie najbliższych kilku lat.

Brak odbioru węgla przez bloki w Kozienicach i Połańcu oraz zablokowanie procesu nacjonalizacji akcji kopalni przez Skarb Państwa sprawiają, że surowiec zalega na zwałach. Dolny Śląsk z uwagą obserwuje ten protest – pokazuje on bowiem, że transformacja energetyczna w Polsce zamiast sprawiedliwej ewolucji staje się powtórką z brutalnych terapii szokowych.

Foto:Ilustracyjne