Obraz, jaki zastano nad Jeziorem Pilchowickim, jeży włos na głowie. Setki śniętych, gnijących ryb, odór nie do opisania i krajobraz jak po przejściu kataklizmu. Spuszczenie wody ze zbiornika zaporowego na rzece Bóbr, związane z remontem zapory prowadzonym przez spółkę Tauron Polska Energia, zakończyło się ekologicznym dramatem. Kto zawinił? Lista odpowiedzialnych i tych, którzy woleli odwrócić wzrok, jest wyjątkowo długa.
Wędkarze i mieszkańcy, którzy pod koniec czerwca z determinacją ruszyli nad wodę, by ratować to, co jeszcze żyło, nie kryją wściekłości. Jak relacjonują przedstawiciele Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra, obraz szkód jest przerażający. Przeżyły głównie małe sztuki, którym udało się przecisnąć przez kraty sztolni. Dla wielkich okazów Pilchowice stały się masowym grobem. Akcję ratunkową zakończono 30 czerwca przed południem. O wiele za późno.
PZW Grodzkie Jelenia Góra: Składki brać potrafią, ale gdzie byliście wcześniej?
W obliczu tej tragedii trudno nie zadać pytania o rolę Polskiego Związku Wędkarskiego. Czy w tym przypadku nie doszło do wizerunkowej i organizacyjnej kompromitacji? Związek od lat kojarzony jest przez wielu głównie z rygorystycznym pobieraniem składek i kontrolowaniem przeciętnych pasjonatów wędkarstwa. Kiedy jednak przyszedł moment realnej próby, procedury i biurokracja po raz kolejny wygrały z logiką.
Dlaczego w porę nie podjęto decyzji o szerokiej akcji ratunkowej? Dlaczego nie pozwolono na masowy odłów ryb zwykłym mieszkańcom i lokalnej społeczności, która z pewnością chętnie i sprawnie pomogłaby w czyszczeniu zbiornika przed najgorszym? Zamiast tego zorganizowano spóźnioną akcję, gdy większość ryb była już bez szans. Wędkarze zostali pozostawieni sami sobie z poczuciem, że ich całoroczne składki i dbałość o zarybianie poszły z dymem – a raczej z odorem rozkładających się ciał w wysychającym błocie.
TAURON tłumaczy się „splotem okoliczności”. Czy to zdejmuje odpowiedzialność?
Z drugiej strony barykady stoi gigant energetyczny – spółka Tauron Polska Energia. W opublikowanym 1 lipca oświadczeniu przedstawiciele firmy zapewniają, że wszystko przebiega pod okiem „profesjonalnego wykonawcy, zespołu przyrodników oraz wyspecjalizowanych podmiotów”. Winą za śnięcie ryb obarczono… wysokie temperatury, niski stan wody oraz wieloletnie osady, co miało drastycznie obniżyć poziom natlenienia wody.
Tauron twierdzi, że sytuacja ma charakter „przejściowy i odwracalny”, a po remoncie zbiornik zostanie ponownie zarybiony. Tylko czy miliony złotych i kolejne obietnice wrzucenia narybku zrekompensują lata budowania unikalnego ekosystemu, który właśnie został zniszczony? Czy planując tak potężną operację inżynieryjną, nikt z armii opłacanych ekspertów nie przewidział, że w pełni lata spuszczenie wody doprowadzi do tzw. przyduchy? Zasłanianie się „splotem okoliczności” brzmi w tej sytuacji po prostu mało poważnie.
Gdzie są słynne organizacje ekologiczne? Czyżby przelew nie doszedł?
Ta katastrofa obnaża jeszcze jeden, wyjątkowo bolesny fakt. Gdzie podziały się te wszystkie głośne, ogólnopolskie organizacje ekologiczne, które potrafią blokować strategiczne inwestycje drogowe czy przykuwać się do drzew w obronie pojedynczych siedlisk? Dlaczego nad Jeziorem Pilchowickim nie widzimy aktywistów z transparentami, którzy głośno domagaliby się wstrzymania prac lub natychmiastowych działań naprawczych?
Gdy w grę wchodzi realny, namacalny dramat tysięcy zwierząt na Dolnym Śląsku, w mediach społecznościowych tzw. „zielonych” panuje głucha cisza. Czyżby temat był zbyt mało medialny? A może – jak złośliwie komentują zbulwersowani mieszkańcy regionu – w tym przypadku po prostu „nie doszedł odpowiedni przelew” i żadna z wielkich organizacji nie widzi interesu w tym, by zadzierać z potężnym koncernem energetycznym?
Czas na wyciągnięcie konsekwencji
Pilchowicka katastrofa to podręcznikowy przykład tego, jak brak koordynacji, biurokracja i korporacyjne podejście do przyrody potrafią zniszczyć piękny kawałek naszego regionu. Krajobraz, który pozostanie po tym remoncie, na długo zapadnie w pamięci mieszkańców. Mamy nadzieję, że odpowiednie organy ochrony środowiska dogłębnie zbadają sprawę i wskażą winnych tego dramatu – bez zasłaniania się „anomaliami pogodowymi”. Do tematu będziemy wracać.
Tekst: Redakcja Jelonka24.pl

