W 2009 roku światowe media obiegła scena, która przeszła do historii: Muammar Kaddafi, libijski przywódca sprawujący władzę przez ponad 40 lat, podczas przemówienia na forum ONZ demonstracyjnie podarł Kartę Narodów Zjednoczonych. Symboliczny gest poprzedził jego gorzka refleksja: „Od momentu utworzenia ONZ doszło do 65 wojen — wszystkie w interesie jednego kraju.” Tym krajem, według Kaddafiego, miały być Stany Zjednoczone. Czy był to tylko wyraz frustracji autokraty? A może prorocze słowa rzucane na wiatr przez człowieka, który nie dożył spokojnej starości?
Władza z pustyni: 40 lat rządów i wizja Wielkiej Libii
Muammar Kaddafi objął władzę w 1969 roku w wyniku bezkrwawego zamachu stanu. Przez dekady budował własną wersję socjalizmu opartego na tzw. komitetach ludowych. W jego oczach Libia była wzorem nowoczesnego państwa: bezpłatna służba zdrowia, edukacja, tanie mieszkania, inwestycje w rolnictwo, nawet na pustynnych terenach Bengazi. „Robiłem wszystko, aby ludzie zrozumieli prawdziwe znaczenie demokracji, w której władzę sprawują komitety ludowe” — twierdził w ostatnim przemówieniu.
Choć zachodni świat często postrzegał go jako ekscentrycznego despotę, wielu Libijczyków — zwłaszcza z pokolenia wychowanego w czasach jego władzy — uważało go za ojca narodu. „Dawałem im jedzenie, szpitale, domy i edukację” — powtarzał Kaddafi. Szczególny nacisk kładł na niezależność narodową oraz solidarność afrykańską. Był jednym z głównych sponsorów Unii Afrykańskiej.
Konflikt z Zachodem i śmierć legendy
Kaddafi pozostawał w otwartym konflikcie z Zachodem, szczególnie z USA. Jego wspomnienie bombardowania Trypolisu przez siły amerykańskie pod wodzą Ronalda Reagana, w którym zginęła jego adoptowana córka, było głęboką traumą i zarazem fundamentem narracji antyimperialistycznej. „Zabili dziecko. Chcieli mnie. A ja tylko walczyłem o niezależność swojego kraju.”
Kulminacją tego konfliktu był rok 2011, kiedy siły NATO wspomogły libijskich rebeliantów w obaleniu reżimu. Kaddafi, schwytany i zamordowany w brutalny sposób przez bojówki w Syrcie, nie doczekał sprawiedliwego procesu. Zmarł na oczach świata, który wcześniej tak chętnie komentował jego ekstrawagancje, ale milczał, gdy do Libii zawitał chaos.
Demokracja czy kolonializm 2.0?
W ostatnim przemówieniu, traktowanym przez niektórych jako jego polityczny testament, Kaddafi uderza w zachodni model demokracji, nazywając go systemem, w którym „silniejszy pożera słabszego”. Jego zdaniem, za hasłami „wolności” i „demokracji” kryje się powrót do ekonomicznego kolonializmu i dominacji korporacji.
„W Ameryce nie ma darmowych leków, szpitali, mieszkań i żywności — chyba że żebrawszy albo stoisz godzinami po zupę” — przekonywał. W jego narracji system amerykański to pułapka, a rewolucja arabskiej ulicy została wykorzystana przez NATO do przejęcia zasobów Afryki Północnej.
Mit ostatniego panarabisty
Porównując się do Gamala Abdela Nassera i Saladyna, Kaddafi widział siebie jako kontynuatora walki o niepodległość świata arabskiego i muzułmańskiego. Jego surowy styl życia, mieszkanie w namiocie, unikanie luksusu — wszystko to miało kontrastować z obrazem skorumpowanych monarchów i prezydentów-pałacowców. „Nigdy nie marnowałem narodowych bogactw” — zapewniał.
Dziedzictwo i pytania bez odpowiedzi
Dziś, ponad dekadę po jego upadku, Libia jest państwem upadłym, rozdarta między walczącymi frakcjami, z rozproszoną władzą i ruiną gospodarczą. Wielu Libijczyków z nostalgią wspomina stabilność i względny dobrobyt z czasów Kaddafiego, mimo jego autorytarnych metod.
Być może najbardziej niepokojącym pytaniem pozostaje to, czy Kaddafi nie miał racji w swojej diagnozie Zachodu. Czy jego brutalna śmierć nie była przypadkiem karą za zbyt dużą niezależność?
Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sam. Ale słowa libijskiego przywódcy z ostatniego przemówienia będą wracać. I przypominać, że historia, nawet ta współczesna, nie zawsze jest czarno-biała.

