Niecodzienny przebieg miała interwencja policjantów z Karpacza. 36-letnia kobieta ukradła tablice rejestracyjne z samochodu dostawczego zaparkowanego na budowie. Jak się okazało, chciała w ten sposób udaremnić jazdę nieuczciwemu pracownikowi swojej koleżanki. Szybko wyszło jednak na jaw, że pomyliła pojazdy. Mimo odwiezienia łupu kobieta usłyszała zarzut przestępstwa.
Zgłoszenie o kradzieży tablic rejestracyjnych z samochodu dostawczego na terenie jednej z budów w gminie Podgórzyn wpłynęło do służb we wtorek, 28 lipca 2026 roku.
Do akcji natychmiast wkroczyli policjanci z Komisariatu Policji w Karpaczu. Przeanalizowali oni zgromadzone dowody oraz zabezpieczony na miejscu nagrania z kamer monitoringu. Skrupulatna praca śledczych pozwoliła na szybkie wytypowanie podejrzanej. Okazała się nią 36-letnia mieszkanka powiatu karkonoskiego.
Kuriozalne tłumaczenie 36-latki
W czwartek, 30 lipca, kobieta została przesłuchana i usłyszała oficjalny zarzut. Podczas czynności zdradziła powód swojego zachowania.
36-latka tłumaczyła, że chciała pomóc znajomej z województwa zachodniopomorskiego. Koleżanka miała mieć spór z byłym pracownikiem, który prawdopodobnie przywłaszczył jej firmowe auto. Zdeterminowana mieszkanka powiatu karkonoskiego postanowiła „wziąć sprawy w swoje ręce” – odnalazła samochód dostawczy i odkręciła z niego tablice, by uniemożliwić mężczyźnie dalszą jazdę.
Szybko jednak zorientowała się, że popełniła fatalny błąd – auto, z którego ukradła tablice, należało do zupełnie postronnej osoby. Gdy zrozumiała pomyłkę, odwiozła i oddała skradzione tablice.
Zwrot łupu nie zwalnia z odpowiedzialności
Policjanci przypominają jednak, że „samowolka”, absurdalne motywy działania ani późniejsza próba naprawienia błędu nie zamazują faktu popełnienia przestępstwa. Zabór tablic rejestracyjnych nastąpił, co oznacza złamanie prawa.
Warto przypomnieć, że po nowelizacji przepisów kradzież tablic rejestracyjnych traktowana jest jako przestępstwo, za które grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Foto:Policja

