Przez lata Samsung był punktem odniesienia w świecie smartfonów. Jeśli ktoś chciał „najlepszego Androida”, sięgał po Galaxy. Dziś, jesienią dominacji Samsunga, coraz więcej użytkowników zadaje sobie inne pytanie: czy król nie został sam na tronie – bez realnej przewagi, za to z coraz wyższą ceną biletu?
Galaxy S25 Ultra miał być pokazem siły. Jest raczej pokazem zadyszki.
Samsung uwierzył, że wystarczy logo
Problem Samsunga nie polega na tym, że robi złe smartfony. Problem polega na tym, że przestał robić najlepsze – a nadal każe sobie za nie płacić jak za bezkonkurencyjne.
Przez lata koreański gigant korzystał z niemal monopolistycznej pozycji w segmencie premium Androida. Konkurencja istniała, ale to Samsung rozdawał karty. Dziś widać wyraźnie, że firma bardziej wierzy w siłę marki niż w konieczność realnego zachwycania użytkownika.
Preinstalowane aplikacje, ciężka nakładka systemowa, funkcje „AI”, które w praktyce są marketingowym dodatkiem – to nie są błędy. To symptomy strategii: klient i tak kupi.
Galaxy S25 Ultra: flagowiec, który nie dowozi emocji
Redakcja MobileInfo korzysta z Galaxy S25 Ultra jako telefonu codziennego. Nie w warunkach testowych, lecz w realnym użytkowaniu. I właśnie tam ten model najbardziej się obnaża.
To smartfon poprawny. Ale flagowiec za kilka tysięcy złotych nie ma prawa być tylko poprawny.
Aparat: dużo megapikseli, mało charakteru
Samsung od lat sprzedaje serię Ultra jako fotograficzną elitę. W Galaxy S25 Ultra aparat nadal robi „ładne” zdjęcia – ale coraz częściej są to zdjęcia przesadnie przetworzone, nienaturalne i pozbawione detalu, zwłaszcza w gorszym świetle.
Automatyka bywa agresywna, HDR potrafi zniszczyć klimat kadru, a nocne zdjęcia często wymagają więcej cierpliwości, niż konkurencja w znacznie niższej cenie. To szczególnie widoczne w porównaniach z Pixelami, które wygrywają nie specyfikacją, a konsekwencją.
Galaxy S25 Ultra nie robi złych zdjęć. Robi zbyt przewidywalne, zbyt „algorytmiczne” fotografie, które wyglądają dobrze na ekranie telefonu, ale gorzej poza nim.
Smartfon, który za dużo „myśli” w tle
Samsung coraz mocniej stawia na usługi, chmurę, synchronizację i personalizację. W praktyce oznacza to bardzo aktywne działanie systemu w tle, nawet wtedy, gdy użytkownik tego nie oczekuje.
Podczas codziennego użytkowania da się zauważyć intensywną aktywność sieciową systemu i usług producenta. Dla części użytkowników rodzi to naturalne pytania:
- dlaczego telefon komunikuje się tak często,
- jakie dane są wykorzystywane,
- i czy zakres tej komunikacji jest jasno wytłumaczony.
Samsung oczywiście zapewnia, że wszystko służy „lepszemu doświadczeniu”. Problem w tym, że transparentność tych procesów jest ograniczona, a użytkownik musi albo zaufać marce, albo pogodzić się z brakiem pełnej kontroli.
W czasach, gdy konkurencja upraszcza systemy i ogranicza zbędne procesy, Samsung idzie w przeciwną stronę: więcej funkcji, więcej usług, więcej „inteligencji”, która nie zawsze przekłada się na realną wygodę.
Specyfikacja nie wystarcza, gdy brakuje iskry
Galaxy S25 Ultra ma wszystko, czego oczekuje się od flagowca:
- topowy procesor,
- świetny ekran,
- solidną baterię,
- rozbudowane AI.
I właśnie dlatego rozczarowuje. Bo nie ma w nim jednego elementu, który sprawiałby, że chce się go polecać z entuzjazmem.
To smartfon bez „efektu wow”. Bez momentu, w którym użytkownik myśli: tak, to jest warte swojej ceny.
Jesień Samsunga?
Samsung nie upada. Ale wchodzi w niebezpieczną fazę dojrzałości, która w technologii często poprzedza spadek znaczenia. Galaxy S25 Ultra jest tego najlepszym przykładem: drogi, dopracowany, ale pozbawiony ambicji, by być czymś więcej niż kolejną iteracją.
Dla coraz większej liczby użytkowników odpowiedź jest prosta: jeśli mam zapłacić tyle samo, mogę dostać więcej – albo przynajmniej coś świeższego – gdzie indziej.
Jesień Samsunga jeszcze nie oznacza zimy. Ale jeśli firma nadal będzie mylić lojalność z brakiem wyboru, kolejna generacja Galaxy może obudzić się w świecie, w którym korona leży już na cudzej głowie.
Oświadczenie redakcji: Egzemplarz Galaxy S25 Ultra użyty w tym materiale został zakupiony ze środków własnych redakcji. Nie jesteśmy związani żadną umową z producentem, co pozwala nam na pełną, bezkompromisową ocenę tego produktu. Jako nabywcy, oceniamy ten sprzęt z perspektywy klienta, który oczekuje najwyższej jakości za niemałą cenę.
Skoro król abdykuje, kto przejmie koronę? 👑
W naszej redakcji testujemy właśnie alternatywy dla serii Galaxy. Zanim opublikujemy pełny test najnowszego smartfona Huawei, sprawdźcie, co ta marka zrobiła w segmencie akcesoriów.
🔥 Hit na Jelonka24.pl:
Nasz test Huawei Watch GT Pro bije rekordy popularności . Zobacz, dlaczego ten sprzęt zawstydza konkurencję:
👉 Przeczytaj test zegarka tutajBądźcie czujni – artykuł o tym, czy smartfony Huawei mogą dziś zastąpić Samsunga, pojawi się u nas już wkrótce!
Szukasz alternatywy „na już”? Zobacz ceny najpopularniejszych modeli:
Huawei Pura 70 Ultra |
Google Pixel 9 Pro

